Przejdź do głównej treści
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

„Nie chcę już chodzić do szkoły” – historia, którą opowiedziała mi znajoma

To miała być zwykła lekcja WF.

Zdjęcie zrobione na zajęciach, przeróbka wrzucona na klasową grupę i „żart”, który zobaczyli wszyscy. W tym wpisie opisuję historię znajomej, za jej zgodą — żeby pomóc innym rodzicom szybciej zauważyć podobne sytuacje. Bez straszenia. Bez poradnika. Z życia.

„Nie chcę już chodzić do szkoły” – historia, którą opowiedziała mi znajoma
Historia z życia

„Nie chcę już chodzić do szkoły” – historia, którą opowiedziała mi znajoma

Tym razem ten wpis jest trochę inny niż pozostałe. Nie jest poradnikiem ani listą punktów. To sytuacja, która naprawdę się wydarzyła i której nie powinniśmy zlekceważyć, bo pokazuje, jak dziś wygląda hejt wśród dzieci.

Znajoma opowiedziała mi niedawno sytuację z klasy swojego syna (12 lat).

Na lekcji WF grali w piłkę. Na bramce stanął chłopak, który jest wyraźnie większy od reszty dzieci. Nic nowego – tak było już wiele razy.

Ktoś zrobił mu zdjęcie w trakcie gry. Nie wiadomo dokładnie kto. Po prostu jedno z tych zdjęć robionych „dla zabawy”.

Po lekcji zdjęcie trafiło na klasową grupę. Po chwili pojawiła się jego przeróbka – chłopak został powiększony tak, że wyglądało to, jakby zasłaniał pół bramki.

Podpis pod zdjęciem:
„Bramki nie widać 😂”

Pod spodem zaczęły pojawiać się reakcje: śmiejące się emotki, „XD”, „no faktycznie”, „to po co bramkarz”.

Ten chłopak też jest na tej grupie. Widział to wszystko.

Po szkole wrócił do domu inny niż zwykle. Nie chciał jeść. Poszedł do pokoju i zamknął drzwi.

Mama zapytała, czy coś się stało. Powiedział, że nic. Drugi raz też powiedział, że nic.

Dopiero wieczorem, kiedy usiadła obok niego, zaczął płakać. Pokazał telefon. I powiedział jedno zdanie:

„Nie chcę już chodzić do szkoły.”

Nie mówił o jednym koledze. Nie wskazał winnego. Powtarzał tylko, że „wszyscy widzieli”.

Znajoma mówiła mi, że najbardziej uderzyło ją to, że tam:
– nie było wulgaryzmów
– nikt go nie wyzwał wprost
– nikt mu nie groził

Było zdjęcie. Była przeróbka. Był śmiech. I to wystarczyło.

Chłopak powiedział jeszcze, że boi się kolejnej lekcji WF. Że nie chce już stawać na bramce. Że woli „udawać chorego”.

Znajoma powiedziała mi jedno zdanie, które zostało mi w głowie:
„Myślałam, że hejt wygląda inaczej. A tu to był tylko żart.”

Ta historia nie zaczęła się w internecie. Zaczęła się na boisku. A internet ją tylko powiększył.

Zdjęcie zrobione w sekundę. Przeróbka w minutę. A dziecko wróciło do domu z myślą, że nie chce już iść do szkoły.

Czasem wystarczy porozmawiać z dzieckiem, zajrzeć na klasowe grupy i zobaczyć, jakie komentarze pojawiają się pod zdjęciami, które wrzuca.

Jeśli chcesz być na bieżąco z podobnymi tematami i lepiej reagować, gdy coś zaczyna się dziać u Twojego dziecka —

zapisz się tutaj 👇

 

Chcesz być na bieżąco z tym, co naprawdę dzieje się w sieci u dzieci?
Zostaw e-mail — będę wysyłać krótkie, konkretne informacje dla rodziców (bez straszenia i bez spamu).
Zero spamu. Tylko konkret dla rodziców.
Administratorem danych jest SafeBook Polska. Szczegóły w Polityce prywatności.

Komentarze do wpisu (0)

Napisz komentarz